Poszukaj klucza do swojego psa...
Wysłano dnia 17-01-2005 o godz. 07:45:00 przez byalbayx
|
|
yola napisał "Bądź psem dla szczeniaka
Badania prowadzone nad szczurami wykazały, że te z nich, które w pierwszym okresie życia miały możliwość zabawy - rozwijały się lepiej, a w ich mózgach wytworzyło się więcej połączeń komórek nerwowych. Więcej połączeń komórek nerwowych
ułatwia szybsze kojarzenie zjawisk, lepszą możliwość nauki. Izolacja młodych zwierząt, tych, które w naturalnych warunkach żyją w grupie, prowadzi do tego, co u ludzi nazywamy chorobą sierocą.
W odniesieniu do psów to samo zjawisko określa się syndromem kennelowym - jak zwał tak zwał, wiadomo, że ludzkie czy psie dziecko w izolacji nie nauczy się prawidłowych kontaktów z otoczeniem - będzie zapóźnione w rozwoju emocjonalnym i intelektualnym. Ze skutkami choroby sierocej trudno uporać się w pełni świadomemu swoich uwarunkowań człowiekowi, zwierzę zaniedbane w dzieciństwie nie jest w stanie
tych zaniedbań nadrobić.
Wychowywany na doskonałego psa szczeniak powinien mieć możliwość zabawy. Ale...
W zabawie ze szczeniakiem nie można mu nawet żartobliwie dokuczać ani drażnić. Wszelkie demonstracje typu - mogę się z tobą droczyć, bo jestem silniejszy i reaguję śmiechem na twoją
bezsilną złość - są całkowicie bez sensu!!!
A dlaczego?
A dlatego, że dorosłe psy tego nie robią.
Siedmiotygodniowy szczeniak dorósł już całkowicie do zabaw z rodzeństwem. Tłamszenie się, przyduszanie, szarpanie mlecznymi zębami z całej siły, ataki przy zabawkach, legowisku, odpychanie od matczynego brzucha, pościg mający na celu skok na braciszka czy siostrzyczkę - to zachowania naturalne dla szczeniąt równych wiekiem i właśnie dlatego my w taką zabawę nie będziemy wchodzić. Nie wychowujemy sobie w psie Szarego Brata, równoprawnego partnera w marszu przez życie.
Powinniśmy w przekonaniu szczenięcia stać tak wysoko nad nim jak rodzice, aby nawet na moment do kudłatego łebka nie zawitała myśl o potrzebie i możliwości konfrontacji.
Między sobą, owszem, szczenięta sprawdzają kto silniejszy. Ale szczenię nie proponuje takich sprawdzianów swoim rodzicom i zwierzęce matki nie muszą udowadniać przewagi - szczeniak sam przy każdej okazji okazuje podporządkowanie.
Dorosły pies pozwala szczeniakowi dosłownie łazić po sobie, potrafi ryknąć ostrzegawczo, uderzyć zamkniętym pyskiem, jeśli nadmiernie rozzuchwalone szczenię wbije mleczne ząbki nie
w grube futerko, ale w niczym nie osłonięte wnętrze ucha. Suka matka nie przewraca malucha na grzbiet, nie dławi zębami za szyję, odpowiada na powitalne gesty szczenięcia, na zaproszenie do zabawy, oddaje szczenięciu jedzenie przyniesione
w brzuchu lub w zębach.
Jeśli chcemy w sposób naturalny być postrzegani przez szczenię jako przyjazna, potężna istota - w żaden sposób szczenięcia do walki nie prowokujemy, nie straszymy, ani nie przerażamy przytrzymywaniem w pozycji leżącej na grzbiecie.
No, chyba że do wieczornego iskania - ale to nie jest kara, tylko zabieg pielęgnacyjny. Nie gonimy szczeniaka - uciekamy nagradzając doścignięcie podaniem jedzenia.
W zabawie pozwalamy poznawać naszą anatomię, obserwować twarz, ale
uniemożliwiamy bolesne gryzienie mlecznymi zębami!
Proponujemy pierwsze zakończone sukcesem polowanie - czyli podsuwamy turlającą się zdobycz zastępczą. Tę zdobycz - piłeczkę, gryzak, gumową kość, miękką zabawkę - odbieramy tylko na sekundę - po to, by dać ponownie, znowu zabrać,
schować, pomagać znaleźć, trzymać i nosić.
Pomagamy szczeniakowi - na przykład siedząc na podłodze z wyprostowanymi nogami - pokonać taką żywą przeszkodę, naprowadzając ruchem zabawki. Podprowadzamy do krzesła czy
stołu, wnosimy na stół. Unieruchamiamy na moment w pozycji
wystawowej, przyzwyczajamy do czesania. Zapoznajemy
z łazienką i wanną - to wszystko może być elementem zabawy,
każde cofnięcie się, wabienie, taneczny ruch, przykucnięcie,
przypadniecie na kolana i łokcie. Zabawy rozwijające sprawność
ruchową to choćby zestawienie puf i krzeseł, zainteresowanie
szczeniaka przejściem jak po kładce górą lub tunelem - pod
krzesłami.
Dobra forma zabawy to przybranie pozycji nad psem -
i spokojne dotykanie bokiem twarzy. Nieźle rozumianym gestem
jest także udawanie polizania szczeniaka - sam gest wystarcza,
lizać szczenięcego noska naprawdę nie trzeba. Spokojny ton
głosu i spokojnie powtarzane słowo przyda się w przyszłości -
jeśli szczenię skojarzy naszą przyjazną opiekuńczą bliskość
i wszelkie miłe doznania z hasłem dobrze, w porządku - użycie
tego hasła może kiedyś uspokoić psa, ułatwić bezkonfliktowe
poznawanie innych ludzi.
Każda zabawa powinna czemuś służyć, budzić zainteresowanie
tym, co robimy - a nie obawę przed rękami szarpiącymi
i dokuczającymi nie wiadomo dlaczego. Nasze zabawy powinny
dać szczenięciu możliwość swobodnego kontaktu ciałem, bez
przymusu fizycznego. Iskanie futerka szczeniaka palcami to
doskonale odbierany gest socjalny. Lizanie twarzy człowieka jest
niczym innym jak prośbą o nakarmienie. Wszystkie szczenięta tak
właśnie entuzjastycznie witają powracających do gniazda
dorosłych członków stada - i nie są przez dorosłych ignorowane.
Gdyby któreś ze szczeniąt było ignorowane przez powracających
z polowania rodziców nie miałoby szans na otrzymanie
posiłku, gdyby było od upolowanej czy przyniesionej zdobyczy
odganiane - nie miałoby szans na osiągnięcie wieku dojrzałego.
Absolutnym nieporozumieniem są teorie, w myśl których
szczenię należy ignorować przy powrocie do domu.
Żadne szczenięce zachowanie nie jest na tyle groźne, aby
wymagało silnych karcących bodźców, takich choćby, jak
przewracanie szczeniaka na grzbiet i przytrzymywanie w takiej
pozycji.
Dla nawiązywania prawidłowych relacji szczenię - opiekun
można okazjonalnie podawać szczenięciu kawałeczki jedzenia
z ust - choćby skórkę od chleba. Przynoszenie i oddawanie
jedzenia to jeden z czytelniejszych sygnałów socjalnych w grupie
zwierząt. Wśród dzikich psów szczenięta karmione są nie tylko
przez parę rodzicielską, młode ani nie są ustawicznie dyscyplinowane,
ani nie są odganiane od pożywienia. To my wyobrażamy sobie, że wilk - szef bezustannie powarkuje, grozi,
a w najlepszym razie ignoruje swych podwładnych uciekających
przed nim. To my w zachowaniach zwierząt szukamy naszej
wzajemnej agresji. Gdyby bodaj we własnej rodzinie człowiek
był wilkiem człowiekowi!!!!
Oczywiście inne reguły obowiązują tam, gdzie nie ma potrzeby
współpracy - w ogrodach zoologicznych wilki nie muszą
polować, nie mają co robić i wszelkie emocje rozładowują
demonstrowaniem przewagi przy byle okazji.
To bardzo czytelne przesłanie: dajmy szczeniakowi szansę, aby
robił coś razem z nami. Szukajmy form współpracy zrozumiałych
dla naszego domowego wilka. W ten sposób w przyszłości
zwierze podporządkuje się nam w sposób najbardziej naturalny.
Wybór należy do nas. Możemy zachowywać się w sposób nie
budzący wątpliwości kto tu rządzi i uczy. Możemy drażniąc,
szarpiąc i akceptując (choćby rozbawionym śmiechem) oczywistą
wtedy złość szczeniaka skierowaną wobec nas - postawić swoje
przewodnictwo pod znakiem zapytania.
Zachowując się jak dorosły pies, od pierwszych dni nauczmy
szczenię, że reakcja na nasze hasła przynosi korzyści, a lekceważenie
naszych ostrzeżeń albo korzyści nie przynosi, albo
zapowiada poważne przykrości. I już nie obawiajmy się rzekomo
dominacyjnych zachowań 7-tygodniowego szczenięcia!!!
Nieodzowne jest danie szczeniakowi możliwości zabawy
z dorosłym doskonale zrównoważonym psem oraz uchronienie
przed kontaktem z psami agresywnymi czy lękliwymi. Psy uczą
się także przez naśladownictwo i długo lub nigdy, zależnie od
odporności psychicznej i zdolności przełamania stresu, nie
zapominają pierwszych przykrych doznań. Jeśli szczenię będzie
przebywać w towarzystwie dorosłego psa, z całą pewnością przejmie
od niego zachowania, jakie ten pies prezentuje w nowych
sytuacjach - szczekanie na ludzi, pościg za zwierzętami, reakcja
na słabszego osobnika. Dorosły dobrze wychowany pies to bezcenny
pomocnik przy odchowie szczenięcia - nie nauczymy psa
prawidłowej odpowiedzi na sygnały przekazywane przez inne
zwierzę. A mało prawdopodobne, abyśmy przez całe życie
zwierzęcia nie dopuścili do spotkań z innymi psami.
Co w takim razie z kwarantanną??? Spotkanie ze zdrowym
psem w terenie, na który chore zwierzęta nie mają wstępu - nie
może zaszkodzić. Pełna izolacja, czy to ludzkiego czy
zwierzęcego dziecka, doprowadzi do wydelikacenia fizycznego
i wynaturzenia psychicznego także. O wszelkich szczegółowych
terminach izolacji najlepiej jednak zadecyduje lekarz weterynarii
dokonujący szczepień.
Słowa, słowa, słowa, słowa
Na bramie każdej hodowli psów, na formularzach zgłoszeń na
wystawy, w sklepie zoologicznym i w schronisku dla bezdomnych
zwierząt jak największymi literami powinno widnieć
wypisane zdanie - PIES NIE ROZUMIE ZNACZENIA LUDZKICH
SŁÓW.
Bo w ten fakt - podstawowy dla szkolenia, wychowania
i porozumiewania się na co dzień ze zwierzęciem - najtrudniej
uwierzyć.
Łatwiej zrozumieć akcję filmu z dialogami w obcym języku,
łatwiej patrząc tylko na twarze aktorów filmu niemego domyślać
się o co chodzi, niż zwierzęciu przebywającemu pod naszym
dachem pojąć znaczenie otaczających go dźwięków.
To nie tylko zalew niepojętych dźwięków, to także porażająca
ludzka niekonsekwencja.
O, jak cicho - mówimy z rozmarzeniem zatrzymując się
w pustym zakątku parku. Bądź już cicho - prosimy udręczeni
płaczem niemowlęcia. Wreszcie będzie cicho - oddychamy
z ulga, gdy sąsiedzi rozchodzą się po hucznym imieninach.
CICHO BĄDŹ - krzyczymy co sił w płucach usiłując przez
drzwi powstrzymać szczekanie pozostawionego psa.
Wiemy, że pies potrafi skojarzyć dźwięk z aktualnie wykonywaną
czynnością? Wiemy. No to pytanie dla Czytelnika - czy
inteligentny pies ma milczeć czy szczekać słysząc dźwięk cicho
bądź - powtarzany niemal zawsze wtedy, gdy on szczeka???
Wołamy - wróć , w tej samej chwili, w której pies pierwszy
raz od nas odbiega, choć jeszcze nigdy nie uczyliśmy go, że
oczekujemy powrotu. Czyli na własne życzenie hasłem wróć
legitymujemy odbieganie. Obiecujemy - pańcia wróci ,
wychodząc na dłużej. I znowu pytanie - co znaczy wróć - czy
pies słysząc pańcia wróci ma odbiegać, czy starać się
towarzyszyć wychodzącej pani? Czy też pozostać w korytarzu za
zamkniętymi drzwiami?
Czekaj, no zaczekaj - bronimy się przed psem usiłującym
doskoczyć do pachnącej miski, daj , wołamy kiedy pies w dystansie
od nas podjął aport, powtarzamy daj zabierając aport lub
przeciągając się zabawką ze szczeniakiem...
Czy czekaj - to hasło przyzwalające na skakanie, chciałabym zapytać, a daj -
ma oznaczać noszenie, szarpanie, wypuszczanie czegoś podniesionego
czy też oddawanie do ręki przyniesionego aportu?
Szczeniak niepokojem sygnalizuje potrzebę wyjścia. Dobrze,
już dobrze, zaraz wyjdziemy, zrobisz siusiu - mruczy zaspana
pańcia, od kilku dni powtarzająca na spacerkach w wiadomej
chwili siusiu i nagradzająca z tym słowem fakt, że szczeniak
wreszcie zaczął załatwiać się poza domem. Tym razem szczeniak
natychmiast przykucnął i zasikał dywan - komu należy się nagroda,
a komu kara???
Szybciej i łatwiej pies uczy się naszych gestów, są bardziej
zamierzone, mniej przypadkowe, podobnie powtarzalne
w takich samych sytuacjach.
Można szkolić psa tylko na gesty, ale ludziom często jest trudniej
opanować dokładnie wiele gestów, niż zapamiętać słowa. No
i psa, który nas nie widzi, gestem przywołać się nie da.
Dźwięk gwizdka czy klikera doskonale skupia uwagę zwierzęcia
- te dźwięki wydawane są celowo. I nie występują przypadkowo
w niepojętym kontekście na co dzień. Im mniej będziemy
w komunikacji z psem używać słów, tym większa szansa, że nie
staną się obojętnym tłem ani totalną dezinformacją. Pies nie rozumie
znaczenia słów, nie zrozumie ich kontekstu. Może skojarzyć
słowa z określoną sytuacją lub czynnością - ale tylko wtedy, jeśli
ustawicznie nie wprowadzamy go w błąd!!!
Dlaczego usiłujemy z uporem godnym lepszej sprawy komunikować
się z psem słowami? Bo nam jest tak wygodniej. To nie
szkodzi, że pies słów nie rozumie, to nie szkodzi, że dla psa
czytelniejsza jest mowa ciała i intonacja pomruku, warknięcia,
szczeknięcia. Wszystkie niemal regulaminy psich egzaminów przewidują
użycie podczas zawodów słów-komend. To tak ładnie brzmi
dla naszego ucha - komenda, polecenie, posłuszny pies, prawda?
Skoro się upieramy aby psy reagowały na brzmienie słów -
zdyscyplinujmy siebie. Czułe rozmówki i zalew słów jest
wskazany poza szkoleniem. Jeśli pies wtedy zareaguje na przypadkowo
dany sygnał, to wiemy - nasz pies fantastycznie koncentruje się na nas...
Źródło: Oba rozdziały pochodzą z najnowszej książki Zofii Mrzewińskiej "Z kluczem do psa",Jump!wyd.I Listopad 2004 ISBN: 83-921669-0-6, 160 x 220 mm, oprawa twarda,100 str, ponad 30 ilustracji.
Jako dodatek specjalny płytka VCD z nagraniem pierwszych lekcji szczeniaka, na żywo ,z komentarzem Autorki ,czas:ok. 40 minut
Kliknij, żeby kupić tą książkę: www.owczarek.pl/zkluczemdopsa"
|
| |
|
Nie masz jeszcze konta Klubowicza w tym dziale? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany Klubowicz będziesz miał kilka przywilejów.
|
Wynik głosowania: 4.89 Głosów: 19

|
|